Tomasz Kowalski / Plakaty

Co łączy teatr Tadeusza Kantora z metaloplastyką i prozą Williama Burroughsa?
Fragmenty rozmowy Joanny Zielińskiej z Tomaszem Kowalskim z okazji prezentacji jego rysunków w formie plakatów w przestrzeni miasta, od 15 października do 4 listopada w Krakowie. W ramach cyklu Muzeum Migrujące.

Zobacz zdjęcia

Plakaty w przestrzeni miasta

Prace, które wybraliśmy do roli plakatów, nie powstawały z zamysłem o takiej formie prezentacji [przyp. red.: w przestrzeni miasta], ale z myślą o pewnej konwencji. W formacie są niewielkie, estetyką przypominają plakaty z polskiej szkoły plakatu. Nie niosą ze sobą żadnej treści informacyjnej, są uproszczone do znaku wizualnego. Widząc je w przestrzeni miasta zaczynasz fantazjować na temat tego co widzisz, że wydrukowała je Cricoteka, i że coś ogłaszają, ale nie do końca wiadomo co, może spektakl widmo?

Cielesność w teatrze

Wybraliśmy trzy rysunki z dużej serii prac na papierze, które mają zredukowaną tematykę i formę, składają się z kilku elementów, uproszczonych brył, człekokształtnych form. Na jednym z rysunków widzimy abstrakcyjne kształty, które mają twarze, twarze są zaniepokojone i zmęczone, zamknięte w niewygodnej bryle… Robiąc ten rysunek myślałem o cielesności, która jest bardzo mocno związana z teatrem.

Prowincjonalny egzystencjalizm

W moich pracach ważne jest utrzymanie widza w nieświadomości okresu, w którym powstały. Coś wygląda jak z przeszłości, ale czasu powstania nie da się dookreślić. Te prace są bardzo mocno osadzone w realiach polskiej prowincji i prowincjonalnej sztuki. Od pewnego czasu fascynują mnie nieznani, właściwie anonimowi artyści, którzy tworzyli pod koniec PRL-u, malowali egzystencjalne obrazy, tkali abakany, które wystawiali w BWA w małych miastach w całej Polsce. Znalazłem bardzo dużo takich katalogów u moich rodziców. Prowincjonalny egzystencjalizm można w pewnym sensie powiązać też z Kantorem.

Filmy noir i filmowe gagi

Fascynują mnie również ikoniczne symbole i sytuacje, filmowe gagi, wyobrażenia na temat jakiegoś przedmiotu tkwiące w ogólnej świadomości, jak na przykład dzwoniący telefon – taki czarny telefon ze słuchawką na kablu. Kojarzy mi się z filmami noir, z polską biurokracją okresu PRL, z zakurzonym biurem gdzie pali się dużo papierosów. Już się takich telefonów nie używa, ale każdy bardzo dobrze je zna. Dla przechodnia obraz czarnego, dzwoniącego telefonu z podskakującą słuchawką wydaje się znajomy, a tak uproszczona historia  zawiera w sobie performatywność i teatralność. Dzwoniący telefon kojarzy się z akcją, biegniesz do telefonu albo podnosisz słuchawkę z zaciekawieniem. Czasem odpowiadasz: Pomyłka.

Scenografia 

Kolejny rysunek to mur z podartymi plakatami, z doklejoną pracą artystki – Agnieszki Polskiej. To jest bardzo sceniczna konstrukcja, bo mur jest narysowany komiksowo. Malując go nie myślałem o prawdziwej ścianie, tylko o scenografii. Wygląda trochę jak z Muppet Show, z teledysku Michaela Jacksona albo z któregoś z horrorów Cronenberga. Wszystko jest bardzo zsyntetyzowane, złożone z kilku bardzo prostych elementów i w tej sztucznej sytuacji funkcjonuje prawdziwy bohater – realna praca Agnieszki. Więc ten plakat ma też poniekąd związek z wątkiem appropriation (zapożyczenia).

Wszystko wisi na włosku

W spektaklach Kantora fascynuje mnie, że emanują niesamowitą determinacją aktorów, samego Kantora, oraz całej rzeczywistości wokół. Mój ojciec opowiadał mi, że w czasie jednego ze spektakli, który oglądał w Hali Sokoła, nad sceną latał krakowski gołąb. Wleciał tam przypadkowo, albo nieprzypadkowo. Latał wokół sceny. Kantor zobaczył tego ptaka i krzyczał coś… Ptak sfrunął i usiadł mu na ramieniu. Może dlatego Kantor zrobił Wszystko wisi na włosku.* W jego spektaklach jest coś, co hipnotyzuje całe otoczenie: razem z aktorami i reżyserem. Wszystko jest lunatyczne, załamuje się czas.

Patos

W moich pracach nie ma patosu.

Dzieciństwo

Bardzo lubię nawiązania do dzieciństwa, ale nie w patetycznym i melancholijnym / nostalgicznym sensie. Dzieciństwo interesuje mnie w kontekście myślenia, w jaki sposób można percepować rzeczywistość, jak twoja świadomość buduje się na wspomnieniach, jak z tego co zapamiętujesz jako dziecko, konstruujesz filary swojego charakteru i podejścia do życia.

Metafizyczna literatura

Jedną z głównych inspiracji jest dla mnie Szczebrzeszyn, żydowskie miasteczko na wschodzie Polski, gdzie się wychowywałem. Panuje tam gęsta, oniryczna i groteskowa atmosfera jak u Brunona Schulza. Swoją drogą, im więcej czytam Williama Burroughsa, tym bardziej wydaje mi się, że to są bardzo bliskie sobie sylwetki. Burroughs, podobnie jak Thomas Pynchon wywarli na mnie wielkie wrażenie. Metafizyczna i psychodeliczna literatura. Bohaterowie podróżują po rozległym, egzotycznym bazarze rzeczy i sytuacji, zatracając się w tej intensywnej, niekończącej się scenerii. U każdego z tych pisarzy fascynująca jest złożoność świata, który kreują. Szczególnie w przypadku Pynchona, każda z jego książek to praca totalna.

Sanatorium pod klepsydrą i  Burroughs

Tak bardzo podoba mi się kreacja świata przedstawionego w Sanatorium pod klepsydrą Hasa, że nie zwracam uwagi na akcję. Jestem w stanie oglądać fragmenty filmu, przewijać, wracać do scen i detali, patrzeć jakbym obserwował coś przez okno. Albo jakbym był turystą na planie, tkwiąc w zatrzymanym kadrze filmu i wciąż wchodząc w kolejne szczegóły. Podobnie mam z książką Burroughsa – Zachodnia kraina, która jest tak intensywna, że na jedną stronę tekstu można poświęcać cały dzień. Przez chwilę można żyć książką, która jest jak podróż, jak trip narkotykowy.

Malarstwo

Miałem taki moment, że chciałem robić rzeźby, malarstwo i sprawdzać się w różnych mediach, ale się tym zmęczyłem. Nie potrafię być w równym stopniu świadomy wszystkich mediów. Ostatnio zacząłem znów więcej malować, starając się tłumaczyć na obraz pomysły, które jeszcze niedawno uznałbym bardziej za materiał na rzeźbę. W obrazach pojawiły się też trochę inne historie, bogatszy słownik elementów, świat przedstawiony jest bardziej skomplikowany i narracyjny. Kiedyś moje obrazy były bardziej ornamentalne. Teraz jestem w stanie pracować dłużej nad pojedynczymi pracami i dojrzalej myśleć nad każdą z nich. Są mniej symboliczne i mniej skonkretyzowane, bardziej filmowe, figuralne. Postacie odgrywają złożoną rolę, przez co obrazy stają się bardzo teatralne. W obrazach wykorzystuję podobny rodzaj atrybutów i rekwizytów. Myślę o nich jako o performansie, o scenie i grze aktorów. Te same rekwizyty, te same postacie, które przenikają do różnych prac. Korzystam z kilku elementów, tak jak w teatrze pracujesz z kilkoma rekwizytami i aktorami i razem budujecie strukturę. Myślę o historii oraz ikonografii. Dokonuję wyborów jeśli chodzi o formę, ale główny pomysł wynika z tego, że chcę opowiedzieć jakąś anegdotę. Tak powstaje obraz.

Teatr lalek

Teatr lalek, ale ten najbardziej tradycyjny, podoba mi się pod względem estetycznym. To jest estetyka, która przypomina mi dzieciństwo oraz emocje wobec tworu jakim jest lalka. Wyobraź sobie pierwsze spotkanie dziecka z lalką, która wygląda jak człowiek, ale jest sztuczna i możesz nią sam kierować.

Język

Odnoszę się do zamkniętych i skończonych estetyk jak na przykład metaloplastyka, linoryt, słuchowisko. Właściwie z malarstwem jest podobnie. Mój język opiera się na ironii oraz grotesce.

Nudny narkotyk

Nasz zespół nazywa się Boring drug. Robimy muzykę na syntezatorach i perkusji. Odnosimy się trochę do poetyki new age, muzyki relaksacyjnej i krautrocka (mam tutaj na myśli niemiecki psychodeliczny rock – muzykę, która powstała w latach 60-tych; mówiło się na nią również kosmische Musik), ale mam wrażenie, że to tylko jedno z naszych wcieleń. Można to powiązać z tym co robię w malarstwie – bo w zespole też w sposób niejednoznaczny powołujemy się na różne estetyki z przeszłości. Fajnie pracuje się w kolektywie. Malując o wszystkim decyduję sam, grając jestem odpowiedzialny tylko za pewną część muzyki.

* Wystawa obrazów Tadeusza Kantora Wszystko wisi na włosku odbyła się w 1973 roku (Galeria Foksal, Warszawa), pierwsze spektakle Kantora w krakowskiej  Sali Sokoła – w 1980 roku [przyp. red.].

 

Tomasz Kowalski urodzony w 1984 w Szczebrzeszynie, mieszka i pracuje w Krakowie. Tworzy głównie malarstwo, ale pracuje też w innych mediach, jak instalacja, słuchowisko czy rzeźba. W swojej sztuce nawiązuje do różnych okresów historycznych i stylistyk od niemieckiego ekspresjonizmu po polską szkołę plakatu i malarstwo prowincjonalne. Inspiruje go literatura, teatr lalkowy, metaloplastyka, muzyka przełomu lat 80-tych i 90-tych, literatura od Brunona Schulza po psychodeliczną prozę Williama Burroughsa i Thomasa Pynchona. W ostatnim czasie jego prace stają się coraz bardziej narracyjne, używa podobnego repertuaru form, postaci oraz obiekty cyrkulują niczym rekwizyty w teatrze.

Jego prace prezentowane są w Tim Van Laere Gallery w ramach wystawy Routine investigation, od 25 X – 1 XII 2012.

 

Wydarzenie organizowane w ramach projektu Muzeum Migrujące.
Projekt Muzeum Migrujące dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Partnerzy projektu: Muzeum Narodowe w Krakowie, Barka Alrina, Institut International de la Marionnette de Charleville-Mézières, Région Champagne-Ardenne ORCCA, Instytut Historii Sztuki UJ.
Patroni medialni: Radio Kraków, O.pl, Cracow-life.com, E-splot.

 


PDF pageEmail pagePrint page