Motywy żydowskie w twórczości Tadeusza Kantora

wystawa w ramach projektu KTO INSPIRUJE? TADEUSZ KANTOR!

kurator: Józef Chrobak

wystawa czynna do 31 maja 2014

Galeria-Pracownia Tadeusza Kantora
ul. Sienna 7/5
poniedziałki, środy, czwartki i piątki w godz. 12.00-16.00
wtorki w godz. 12.00-18.00.

soboty i niedziele nieczynne
wstęp wolny

Motywy żydowskie w twórczości Tadeusza Kantora to pierwsza tego typu wystawa, która skupiać się będzie na niezwykle istotnych motywach i wątkach pojawiających się w twórczości teatralnej Tadeusza Kantora, m.in. w spektaklu Umarła klasa, Wielopole, Wielopole i cricotage’u Gdzie są niegdysiejsze śniegi. Na wystawie zaprezentowane zostaną obiekty teatralne z wybranych spektakli ze zbiorów Cricoteki, rysunki Tadeusza Kantora, wybrane fotografie i najczęściej niepokazywane dotychczas materiały filmowe.

Fotografia ze spektaklu „Gdzie są niegdysiejsze śniegi”, Sekwencja 9. „Trąba Sądu Ostatecznego”, Klub Studencki „Stodoła”, Warszawa, 2.V – 4.V. 1984, Rabin: Zbigniew Gostomski, Jego uczeń: Dominika Michalczuk, fot. Jerzy Borowski

 

Andrzej Wełmiński
MOTYWY I ELEMENTY ŻYDOWSKIE W SPEKTAKLACH TADEUSZA KANTORA

Kultura żydowska ma kolosalne znaczenie dla kultury polskiej.

Tadeusz Kantor

Tekst Szir ha-Szirim (Pieśń nad Pieśniami) miał być częścią mojej roli w spektaklu Umarła klasa. Jonasz Stern poświęcał mi długie chwile, żeby poemat prawidłowo był wypowiedziany w języku hebrajskim. Ale w ostatecznej wersji przedstawienia zastąpił go alfabet hebrajski w kółko powtarzany przez uczniów, aby opanować go pamięciowo (tak jak to bywało w dawniej szkole elementarnej – chederze), a ściślej: był to mnemotechniczny wierszyk w jidysz ułatwiający zapamiętanie liter alfabetu hebrajskiego: kumec ałef u, ałef, ałef, ałef

Klasa szkolna – cheder była główną machiną teatralną tego spektaklu.

Motywy, elementy i tematy żydowskie były obecne nie tylko w Umarłej klasie i później, ale i we wcześniejszych przedstawieniach Tadeusza Kantora.

Jakie były ich punkty wyjścia?

Wiele sytuacji miało swoją proweniencję w dramatach Witkacego, jak wiadomo przewijają się przez nie Mandelbaumy, Typowicze, Widmowery, Ewadery i inne tzw. typy semickie, ale to raczej twórczość Brunona Schulza miała zasadnicze oddziaływanie, zwłaszcza od czasu Umarłej klasy.

Zacznijmy od Kurki Wodnej (1967). W dramacie Witkacego występuje trzech starców – Semitów. W spektaklu Kantora ich role przejmują Dwaj Chasydzi i Cadyk. Dwaj Chasydzi to fanatycy z Ostatnią Deską Ratunku w czarnym „rytualnym” ambalażu; w scenie wesela zapalają ogromne świece, z którymi biegają rozgorączkowani i zawodzą weselne mazeł tow. Cadyk objuczony piernatami, dźwiga dodatkowo wielką trąbę wydającą przejmujące, niemal liturgiczne dźwięki. To Trąba Jerychońska, zwana gdzie indziej Trąbą Sądu Ostatecznego, a melodia, która się z niej wydobywa to Hymn Getta skomponowany w latach 30. przez krakowskiego stolarza i poetę ludowego Mordechaja Gebirtiga Unzer sztetł brent (S’brent!), czyli Nasze miasteczko gore (jeszcze się raz później pojawi).

Nadobnisie i koczkodany (1973). Czterdziestu Mandelbaumów – mali, duzi, starzy i młodzi. Bardzo duże orle nosy. Duże wąsy i małe bródki. Długie włosy. Bruneci i siwi… Według życzenia Witkacego miało ich być co najmniej piętnastu. Kantor rozwiązał problem dosyć licznej grupy statystów angażując do tego celu publiczność. Już na samym początku następuje selekcja – część widzów otrzymuje specjalne numerki na tabliczkach i jest usadowiona w oddzielnym sektorze. W trakcie przedstawienia będą poddani bliżej nieokreślonym ćwiczeniom i wyprowadzeni na zaplecze, skąd wkrótce wyjdą przebrani za Żydów starozakonnych w długich chałatach, brodach i kapeluszach. W odpowiednich momentach spektaklu mają zawodzić żałośnie z uniesionymi w górę rękami „z tendencją do łapania się za głowę”.

Umarła klasa (1975). Fundament literacki tego spektaklu to Tumor Mózgowicz Witkacego oraz proza Brunona Schulza. Nastrój, atmosfera, a przede wszystkim tzw. główny pomysł spektaklu – klasa szkolna, do której powracają staruszkowie – nawiązuje do opowiadania Schulza Emeryt ze zbioru Sanatorium Pod Klepsydrą.

Szkoła ta był to wielki drewniany budynek przerobiony z sali teatralnej…

Bruno Schulz

Szkoła to z pewnością cheder, do którego posyłano chłopców w wieku trzech lub pięciu lat. Dzieci przebywały w szkole większość dnia. Edukacja polegała na nauce czytania po hebrajsku z elementarza oraz mechanicznego tłumaczenia Ksiąg Świętych. Bo takie właśnie odbywały się tam lekcje.

I te powtarzające się zawodzenia rodem z chederu:

Aj na nyna…

To nigun – nucona melodia – specyficzny typ żydowskiego melodyjnego śpiewu grupowego bez użycia słów.

A w końcu:

lament Rozhulantyny – Kobiety z Mechaniczną Kołyską. Schulzowska Tłuja była również modelem tej postaci granej przez Marię Stangret. Śpiewała ona, a raczej wyła niczym obłąkana, piosenkę w jidysz, kołysankę: Rożinkes mit mandlen . Siedziała na stercie książek w podartej koszuli nad drewnianą kołyską-trumienką (o której ściany uderzały dwie drewniane kule) opłakując śmierć dziecka, opluwana i traktowana z pogardą przez pozostałe postacie.

Gdzie są niegdysiejsze śniegi (1979)

Elementy z poprzednich spektakli zostały rozwinięte i dopowiedziane: Trąba Sądu Ostatecznego znana nam już z Kurki Wodnej zmieniła się w skomplikowany mobil na kołach i rozrosła się, przybyły liczne chorągiewki i klekoczące wiadro. Machina obsługiwana była przez Rabina i Małego Rabinka.

Tu odwołania do Wielkiej Zagłady są już jednoznaczne. Kostium Rabina z chałatem i jarmułką z pejsami okrywa szkielet – śmierć; słyszymy znowu Hymn Getta Nasze miasteczko gore. Ten utwór jest tytułem całej sceny, ale choć wbiegają ludzie z wiadrami i pracowicie przelewają wodę z jednego naczynia do drugiego i tak nie uratują siebie, swoich domów i nie ugaszą pożarów…

Widmo Himmlera – kukła hitlerowskiego zbrodniarza triumfalnym przemarszem kończy apokaliptyczną wizję.

Wielopole, Wielopole (1980)

To spektakl Teatru Pamięci – dokonuje się tu rekonstrukcja wydarzeń z przeszłości, rekonstrukcja wspomnień, próba przywołania czasu, który minął i ludzi, którzy w nim żyli.

Kantor przywołuje nie tylko swoją rodzinę, ale i historię całego Wielopola Skrzyńskiego, gdzie się urodził i mieszkał przez pierwsze lata życia na starej plebanii i spędził młodość w klimacie dwuwyznaniowej kultury (w okresie międzywojennym ponad połowa mieszkańców Wielopola to byli Żydzi). Jego wuj ks. Józef Radoniewicz, proboszcz, przyjaźnił się z miejscowym rabinem i razem grywali w karty.

„Z jednej strony kościół, plebania i cmentarz – po drugiej stronie synagoga, ciasne uliczki żydowskie (…). Obie strony żyły w symbiozie” – pisał o Wielopolu Kantor.

W spektaklu odżywa wspomnienie sceny pogrzebu Księdza, na którym pojawia się Rabin a właściwie Rabinek w czarnym chałacie z rudymi pejsami i w jarmułce na głowie, na piersi ma drewnianą tabliczkę z hebrajskim napisem: „Kadisz”. Śpiewa dla zmarłego żałosną tingel-tanglową piosenkę: Sza sza sza de rebe gejt… Salwa karabinowa kilkakrotnie przerywa śpiew i postrzelony Rabinek pada. Podtrzymuje go Ksiądz i troskliwie okrywa tałesem.

W spektaklu pojawiają się również terkotki i kołatki używane w święto Purim.

Nigdy tu już nie powrócę (1988)

W spektaklu Nigdy tu już nie powrócę znowu pojawiają się postaci Chasydów z Kurki Wodnej – w scenie zaślubin przebiegają ze świecami wykrzykując weselne życzenia: mazeł tow.

Kilkakrotnie pojawia się Orkiestra Pancernych Wiolinistów, na czele której Żyd Szmul – obywatel z Wielopola, Rabin wyciągnięty ze swojej Bóżnicy, oszalały z przerażenia dyryguje swoimi Katami; za nimi biegnie szalona Pomywaczka, tragiczna pieśniarka Ziemi Obiecanej. Pieśń, którą zawodzi to szczególna wersja modlitwy Ani maamin, którą śpiewali Żydzi w bydlęcych wagonach zmierzających do Treblinki.

Wstrząsający obraz nasuwający skojarzenia z orkiestrą obozową w Auschwitz, przy dźwiękach której kolumny więźniów przekraczały bramę obozu. Orkiestra zmuszana była do muzykowania podczas egzekucji i przy innych scenach kaźni.

Dziś są moje urodziny (1991)

Nosiwoda z Wielopola (typowa postać folkloru żydowskiego), bosy, obdarty, z konewkami, nawiedzony prorok, tańczy w takt żydowskiej piosenki. Jest też sam Jehowa i dokonuje się powtórny Dzień Stworzenia Rodzaju Ludzkiego po katastrofie – po wszystkich katastrofach XX stulecia, totalitaryzmach i zbrodniach człowieka przeciw człowiekowi. Obrazem Holocaustu jest scena powtórnych narodzin Jonasza Sterna, którego Kantor osobiście znał, z którym łączyła go długoletnia przyjaźń. To traumatyczne przeżycie Jonasza z czasów okupacji, gdy w 1943 r. wraz z innymi ofiarami, stojąc na krawędzi dołu w trakcie egzekucji cudem uniknął zagłady – ominęła go kula, a on sam wpadł do zbiorowego grobu, pełnego już trupów, z którego następnie pod osłoną nocy wydostał się i uciekł. Nagranie opowieści Sterna na taśmie magnetofonowej, którą Kantor pieczołowicie przechowywał w swoim archiwum, było głównym budulcem sceny przedstawiającej to zdarzenie. Zbyszek Gostomski wcielający się w postać Jonasza wyłania się ze skrzyni, symbolicznego miejsca kaźni, w łachmanie z białą opaską z gwiazdą Dawida na prawym ramieniu.

Kultura żydowska z różnych względów była Kantorowi bardzo bliska. Czy z powodu wspomnienia obejrzanego przed wojną spektaklu wędrownego żydowskiego teatru Habima, pokazującego w Polsce sztukę An-Skiego Między dwoma światami, czyli Dybuk w reżyserii Wachtangowa? Często ten spektakl wspominał.

Ale większość swych dzieł tworzył sięgając do prywatnego archiwum pamięci:

Sądzę, że były tam jakieś żydowskie początki rodzinne, które są dla mnie nieistotne. Co jest istotne, to, że moim zdaniem kultura żydowska ma kolosalne znaczenie dla kultury polskiej.

Tadeusz Kantor

Prawdą jest, że wiele utworów porusza zarówno tematykę obyczajowo-społeczną i folklorystyczno-żydowską, jak również tematykę Zagłady, nadając im niejednokrotnie wymiar eschatologiczny.

Projekt dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Sponsor: Dyna-Trans
Patronat medialny: TVP KulturaTVP Kraków, Targi Książki w KrakowieDwójka Polskie Radio, Radio Kraków, e-teatr.pl.

 


PDF pageEmail pagePrint page